Zwyczaje angielskie – znikanie i herbata

Skąd się wzięło wyrażenie „zniknąć po angielsku”, trudno zgadnąć. Być może znudzeni lordowie wychodzili po cichu z wielkich królewskich przyjęć, nie chcąc urazić monarchy, by we właściwy dla siebie sposób spędzić przyjemnie czas. Sam język angielski staje się coraz popularniejszy i nic nie wskazuje na to, by miało mu być w Polsce coraz gorzej. Nie wszystkie zwyczaje angielskie przeniknęły poza brytyjską granicę, ale część z nich funkcjonuje w społecznej świadomości. Takim zwyczajem jest nazywanie dyskretnego wychodzenia z przyjęć angielskim. O każdym, kto bez wcześniejszej zapowiedzi gościom i gospodarzowi zniknie z imprezy, powie się, że ulotnił się po angielsku. Może to być nawet synonimem pewnej elegancji, która będzie świadczyć o braku chęci sprawienia przykrości zapraszającemu. Zazwyczaj taki sposób wyjścia budzi życzliwy lub ironiczny uśmiech. Innym kojarzonym z Wielką Brytanią zwrotem jest „tea time” i sławna godzina czwarta. Filmy parodiujące Brytyjczyków pokazują zatrzymanie działań wojennych na czas wypicia angielskiej herbaty w porcelanowej filiżance, z obowiązkową łyżeczką i odgiętym najmniejszym palcem. Tę tradycję celebruje się w wielu domach. Podaje się do niej małe kanapki bądź grzanki z masłem. Popołudniowa herbata wpływała na zacieśnienie się więzów rodzinnych i nadawała rytm wydarzeniom codziennym – warto było wykonać najważniejsze czynności dnia, by móc spokojnie zasiąść w fotelu i rozkoszować się przerwą. W Polsce również można obserwować zwyczaj picia popołudniowej herbaty lub kawy z podanymi ciastkami. Czy stało się tak za sprawą Anglii, czy samoistnie, trudno stwierdzić.